wtorek, 24 kwietnia 2018

"Atlas chmur" David Mitchell


Oh, wymęczyła mnie ta książka. Dzięki namowom innych czytelników, skończyłam ją, ale nie mam poczucia, że ta powieść była mojego czasu warta. Właściwie tylko trzymał mnie przy lekturze fantastyczny język i rewelacyjna praca tłumaczki.

Atlas chmur to zbiór epizodów, które łączą na pozór tylko detale. Pierwsze z opowiadań rozgrywa się w połowie XIX wieku gdzieś na Pacyfiku. Kolejne opowieści umiejscowione są w latach 30. XX wieku, latach 70., a następnie w przyszłości. W każdej z nich autor zmienia formę i styl. Niektóre z epizodów utrzymane są w formie pamiętnika, inne listów, a jeszcze inne wywiadów. Taki rozmach konstrukcyjny wymaga całkowitej zmiany stylu - od niezwykle archaicznego w pierwszym rozdziale po niemal futurystyczny w opowieściach z przyszłości. Mitchell tworząc mowę przyszłości jest bardzo konsekwentny - z ciekawością podążałam za neologizmami oraz zmianami w pisowni i transkrypcji niektórych głosek. Co więcej ten język różni się w zależności od zamieszkania i pozycji społecznej danego użytkownika.

Poza językiem jednak niewiele w tej książce mnie zainteresowało. Z założenia ciekawa konstrukcja powieści - autor wraca do pierwszych epizodów w odwrotnej kolejności, łącząc wątki - nie była dla mnie ani zaskakująca, ani odkrywcza. Na dobrą sprawę tylko czekałam na fajerwerki na końcu i na zaskakujące rozwiązanie, a było ono niestety dokładnie takie, jakiego się spodziewałam. Czyli nudne. Sama treść natomiast jest jak groch z kapustą - Mitchell porusza tak wiele problemów i motywów, że ich waga po prostu się rozpływa. Podstawowym przesłaniem powieści jest zapewne ostrzeżenie przed destrukcją ziemi, ale ani nie jest one odkrywcze, ani nowatorskie. Niestety Atlas chmur nie skłonił mnie ani do rozważań nad istotą człowieczeństwa, ani do innych głębszych wniosków, za to był na pewno książką, podczas lektury której najczęściej spoglądałam na wskaźnik przeczytanych stron.

Moja ocena: 3/6

David Mitchell, Atlas chmur, tł. Justyna Gardzińska, 544 str., Wydawnictwo MAG 2013.

sobota, 21 kwietnia 2018

"Smutek cinkciarza" Sylwia Chutnik


Jestem fanką Sylwii Chutnik, bezkrytyczną i zaślepioną. Uwielbiam jej styl, spostrzegawczość, zdolność szkicowania charakterów, lubię ją za to, że pisze o Polsce. O Polsce brudnej, zaniedbanej, pełnej syfu i beznadziei. O Polsce kombinatorów i mistrzów życia. Takich jak Wiesiek. Wiesiek to mężczyzna pełną gębą. To jasne. Taki był jego dziadek, taki był ojciec i taki jest on dla swojego syna. Ojciec musi zarobić, zrobić wszystko dla rodziny i być za nią odpowiedzialny. O czym tu gadać, tak było, tak jest i tak będzie. Chutnik prowadząc narrację pierwszoosobową oddaje głos mężczyznom - w tej powieście to oni w postaci Wieśka wyznają swoje zmartwienia i radości. 

Wiesiek swoje przeżył - stracił brata w tragiczny sposób i za tę śmierć czuje się odpowiedzialny. Demony przeszłości regularnie go gonią, ale teraz ma na głowie rodzinę i to jej poświęca cały swój kombinatorski talent, realizując się w pracy cinkciarza. Wiecie czendż many, mary, dolary, kamizelka z kieszonkami i życie w półświatku. Praca cinkciarza nie jest łatwa, to ciągły stres i nieuregulowane godziny pracy. To nocne imprezy, znajomości, kombinowanie i ukrywanie. Ale Wiesiek to lubi, odziedziczył o dziadku miłość do zabawy i tańca. Jadźka, żona, wie, że jak Wiesiek się nie zabawi, będzie nie do życia. Chutnik świetnie opisuje dansingi, rozmowy, machlojki, wyjazdy na handel, cytując ówczesne hity parkietu.

To nie jest jednak tylko powieść o życiu w PRL, to przede wszystkim próba analizy stosunków rodzinnych, które Chutnik szkicuje gdzieś w tle. Trudności w rozmawianiu, wyrażaniu uczuć, niemożność nawiązania więzi z dziećmi - rodzina jest wprawdzie najważniejsza, ale nie istnieją w niej prawdziwe kontakty emocjonalne. Autorka pokusiła się o taką analizę, ponieważ rekonstruuje życie zamordowanego w 1985 roku cinkciarza. Mężczyzna został znaleziony w windzie, a sprawca morderca nigdy nie został znaleziony. Istniała wersja wydarzeń, obciążająca syna ofiary, którą opracowała Chutnik. Oczywiście przedstawiona w książce historia jest fabularną wizją autorki - na przykład akcja powieści została przeniesiona z Sopotu do Warszawy - niemniej jednak fascynującą. Otwarte zakończenie, barwna, dosadna proza oraz świetnie zarysowane tło społeczne i rodzinne czynią z tej książki kawałek dobrej, mocnej literatury.

Moja ocena: 5/6

Sylwia Chutnik, Smutek cinkciarza, 219 str., Wydawnictwo Od deski do deski 2016.

czwartek, 19 kwietnia 2018

"Czarne skrzydła" Sue Monk Kidd


Dawno nie czytałam tak dobrej, wciągającej i poruszającej książki. Autorka już po raz drugi przekonała mnie do swojego warsztatu pisarskiego, co więcej ta powieść podobała mi się bardziej niż Sekretne życie pszczół.

Akcja Czarnych Skrzydeł rozgrywa się w XIX wieku w Charleston, gdzie jednym z najbardziej szanowanych domów jest rezydencja sędziego Sądu Najwyższego. Uwaga autorki skupia się na jego córce Sarze Grimké - ulubienicy ojca, niezwykle bystrej dziewczynce, która z chęcią korzysta z bogatej biblioteki ojca i bierze udział w dyskusjach, zarezerwowanych tylko dla męskich potomków. Niezbyt ładna dziewczynka zjednuje sobie jednego z braci i zdobywa przychylność ojca, zagłębiając się w męskim świecie na tyle, że zaczyna marzyć o zostaniu prawniczką. Pierwszą okazją do podzielenia się swoimi poglądami są jej jedenaste urodziny, na które, jak tradycja przykazuje, dostaje swą własną niewolnicę. Jest nią Hetty, zwana Szelmą, dziewczynka w podobnym wieku. Sara absolutnie nie chce przyjąć takiego prezentu, ale jej próby wystawienia dziewczynie aktu uwolnienia spełzają na panewce.

Sara stopniowo zaczyna zauważać Hetty - nawiązuje z nią kontakt, a w końcu rodzi się między nimi specyficzna więź, w rodzaju przyjaźni, która jednak nie jest w stanie pokonać różnic stanu i rasy. Sara daje niewolnicy możliwości rozwoju, pokazując jej świat liter i książek, Hetty natomiast uczy Sarę wolności ducha, przebojowości, siły, przekory. Wszystko to, co Sara posiada materialnie, jest dla Hetty niedostępne, która jednak dominuje nad dziewczyną duchowo. To właśnie duma i niezależność Szelmy staną się siłą napędową Sary. Najpierw jednak będzie musiała ona znieść wiele niepowodzeń - porzucić marzenia o karierze, nauce, a nawet o małżeństwie, stawić czoła matce i miejscowym arystokratkom. 

Do końca ne wiedziałam, że Sue Monk Kidd opowiada o życiu postaci historycznej - co czyni tę powieść w moich oczach jeszcze ciekawszą. Ta książka spełnia z resztą wszystkie warunki, jakich od dobrej literatury oczekuję - poczynając od funkcji poznawczej, a wartkim języku i świetnym tłumaczeniu kończąc. Kidd operuje bardzo plastycznym językiem, świetnie szkicując poszczególne postaci, umiejętnie prowadzi akcję, unika dłużyzn, zarówno nie spłycając historii. 

Przeczytałam tę książkę w ramach DKK i bardzo jestem ciekawa, co moje współklubowiczki będą miały o niej do powiedzenia. Zakładam, że z racji tego, że wszystkie są Angielkami będą miały nieco inną perspektywę i być może odkryją w tej powieści coś innego, niż ja. 
Dla mnie to powieść o wewnętrznej wolności, uwikłaniu w konwenansach, zobowiązaniach i zwyczajach oraz o szukaniu w sobie siły, by iść swoją drogą, walczyć, nie poddawać się marazmowi i depresji. Powieść o sile kobiet.

Moja ocena: 6/6

Sue Monk Kidd, Czarne skrzydła, tł. Marta Kisiel-Małecka, 488 str., Wydawnictwo Literackie 2014.

sobota, 7 kwietnia 2018

"Paula" Aleksander Lubina



Już kilka dni temu zaczęłam pisać o tej książce i zabrakło mi słów. Nadal nie mam dobrego pomysłu na tę recenzję. Z jednej strony to ważna powieść, z drugiej jednak wykonanie literackie zupełnie mnie nie przekonało. W zasadzie przeczytałam tę książkę dwa razy, ponieważ zawiera wersję polską i niemiecką, ale nadal do końca nie wiem, kto jest kim. 
Autor przedstawia życie jednej rodziny, nie tłumaczy jednak kto jest czyim dzieckiem czy rodzicem. Lubina od pierwszego zdania wrzuca nas w środek wydarzeń, co akapit zmieniając perspektywę i narratora. Z trudem składałam te okruchy w całość, a naprawdę nie jestem zwolenniczką wykładania wszystkiego, jak kawę na ławę. Myślę jednak, że w opowieściach, opierających się na losach, zakładam że prawdziwych, osób, powiązania powinny być klarowanie przedstawione.

Autor skupia się na tyglu kulturowym w jednej ze śląskich miejscowości - członkowie jednej rodziny mogą czuć się Niemcami, Polakami, Ślązakami albo przyjmować za swoje wszystkie te narodowości. Tak jak tożsamość, mieszają się języki, co przeskakując między śląskim, niemieckim i polskim przedstawia autor. Tutaj także mam zastrzeżenie - moim zdaniem robi to niekonsekwentnie, nagle wstawiając kilka słów z innego języka. Rozumiem, że ma to odzwierciedlać sytuację rzeczywistą, jednak takie wtrącenia były tak nagłe, że zakłócały rytm prozy. 

Brakowało mi tu szkieletu opowieści, głębszego rozpracowania postaci - niektóre sceny są obszerne, ciekawe nakreślone, wręcz żywe, a inne znowu pobieżne i lakoniczne. Autor zadbał o realizm, zamieszczając w tekście reprinty dokumentów, dotyczących życia opisywanych osób, ale czytelnikowi nieobytemu w śląskiej problematyce będzie bardzo trudno odpowiednio zrozumieć i zinterpretować historię. Nie są mi obce dzieje Śląska i Ślązaków, ale nawet korzystając z mojej wiedzy, było mi trudno dogłębnie przyporządkować wydarzenia i charaktery.

Wielka szkoda, ale książka nie jest dopracowana językowo - przydałaby się jej porządna redakcja i korekta. Szkoda, bo brakuje publikacji tego typu, a każda powieść, z której mogę dowiedzieć się czegoś o Śląsku jest cenna, zwłaszcza jeśli bazuje na życiu konkretnych osób.

Moja ocena: 3/6

Aleksander Lubina, Paula, dramat w kilku życiorysach, 133 str., Narodowa Oficyna Śląska 2014 - 2017.

niedziela, 1 kwietnia 2018

Stosikowe losowanie - pary 4/18

Guciamal wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1100 książek) - 550
ZwL wybiera numer książki dla McDulki (w stosie 200 książek) - 66
McDulka wybiera numer książki dla Anny (w stosie 209 książek) - 179
Anna wybiera numer książki dla Manii czytania (w stosie 20 książek) - 4
Maniaczytania wybiera numer książki dla Gucimal (w stosie 98 książek) - 17
Anna wybiera numer książki dla Marianny (w stosie 20 książek) - 15

czwartek, 29 marca 2018

"Arystokratka na koniu" Evžen Boček


Po raz kolejny spotkałam moją najulubieńszą arystokratkę, u której niewiele się zmieniło. Na Kostce jak zwykle cyrk i brak pieniędzy. Milada opracowuje więc nowy projekt, by przyciągnąć więcej muflonów czyli turystów. Otóż godzina śmierci Marii nadchodzi, więc startuje akcja z tym związana - przyszła trumna jest jej głównym punktem. Arystokratka jednak nie czuje się wcale mniej żywa, niemal martwy czuje się za to pan Spock, który na próbę nawet korzysta z trumny.

Akcja oczywiście obfituje w kumulację prześmiesznych wydarzeń, ale też w zaskakujący elementy. Przede wszystkim Maria - staje się bardziej drapieżna, wściekła i pewna siebie. Ta zmiana bardzo mi się podoba. Widać, że dziewczyna zadomowiła się na Kostce i postanowiła wziąć prowadzenie zamku w swoje ręce. Równocześnie jednak zaczyna odkrywać w sobie cechy ojca, co ją niepokoi. Jej zdecydowanie najwidoczniejsze jest w kwestii ciotki Nory. To tajemnicza staruszka, która pewnego dnia nagle zjawia się na zamku, twierdząc, że jest krewną Kostków. Nikt niespecjalnie jej wierzy, ale gdy z pełną pewności siebie naturalnością porusza się po zamku, raz po raz zaskakując jego mieszkańców znajomością dotąd nieznanych skrytek, wątpliwości zaczynają się ulatniać. Poza tym jej znajomość tarota okazuje się być niezwykle cenna. 

Bardzo podobało mi się powiązanie akcji na Kostce z wydarzeniami na świecie - czyli śmiercią księżnej Diany, która oczywiście nadchodzi całkowicie niespodziewanie w kulminacyjnym dla sezonu turystycznego momencie. Ta śmieć nadaje powieści zupełnie innego wymiaru. Cała książka kręci się przecież wokół śmierci, traktowanej w zasadzie z przymrużeniem oka, tymczasem nadchodzi ona z zupełnie innej strony, prawdziwa jak nigdy.

Dla Arystokratki trzeba mieć czas, najlepiej zacząć lekturę wczesnym wieczorem i nie przerywać jej do ostatniej strony. Ja niestety nie mogłam sobie na takie czytanie pozwolić :( Jeśli więc planujecie leniwe Święta, to koniecznie przeznaczcie kilka godzin dla Arystokratki!

Moja ocena: 5/6

Evžen Boček, Arystokratka na koniu, tł. Mirosław Śmigielski, 180 str., Wydawnictwo Stara Szkoła 2018.